Co naprawdę robi fotograf ślubny?
- Michal Dzikowski
- 6 days ago
- 2 min read

Jak wygląda mój typowy dzień?
Nie wygląda. Bo żaden nie jest taki sam.
Od zawsze starałem się nie popadać w rutynę. Uciekać od powtarzalności. Permanentnie stymulować się nowym. Moja głowa jest jak wielki, nigdy nienasycony kufer. Zawsze głodny wrażeń i wiedzy.
Kiedy rzeczy stają się przewidywalne, zaczynam się nudzić. Pojawia się poczucie marnowania tego daru, jakim jest życie, świadomość i możliwość uczenia się. Tworzenia nowych połączeń. Lepszego rozumienia świata.
Pewnie dlatego podróżuję od piętnastego roku życia.
Pewnie dlatego Afryka.
Pewnie dlatego fotografia.
To właśnie fotografia pozwala mi codziennie robić coś innego. Codziennie poznawać nowych ludzi. Codziennie być w innej przestrzeni.
Nie mogę więc opowiedzieć, jak wygląda mój typowy dzień pracy. Ale mogę powiedzieć, jak wyglądał wczoraj.
Dzień zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie podniesienia aparatu. Zaczyna się od decyzji.
Jakie obiektywy zabrać. Czy będę miał przestrzeń, czy będzie ciasno.Jakiego drona użyć. Jaki będzie wiatr. Jak szybko będzie poruszało się to, co fotografuję.Sprawdzam pływy. O której będzie przypływ i odpływ. Ocean na Zanzibarze potrafi całkowicie zmienić charakter miejsca.
Potem logistyka. Transport. Godzina wyjazdu i powrotu. Najczęściej jadę swoim samochodem. Tam mam zapas ubrań, dodatkowy sprzęt, swoją przestrzeń. Czasem jednak wybieram taksówkę, zwłaszcza jeśli to dalsza trasa. To daje mi czas na odpoczynek. Po kilku godzinach pracy człowiek bywa wypluty z energii. Dodatkowe dwie czy trzy godziny za kierownicą potrafią mieć znaczenie.
Wczoraj fotografowałem ślub.
Zajęło mi trochę czasu, żeby zrozumieć, że fotografia ślubna nie jest o aparatach. Nie jest nawet o świetle czy miejscu.
Ślub to przede wszystkim komfort ludzi, którym robię zdjęcia.
Moją pracą tego dnia jest sprawić, żeby para czuła się swobodnie. Bezpiecznie. Spokojnie. Żeby wiedzieli, co się wydarzy. Żeby nie musieli się o nic martwić.
Muszę słuchać. Reagować na to, czego chcą i czego nie chcą. Dostrzegać ich reakcje. Szybko zrozumieć ich charakter.
Ale samo słuchanie nie wystarczy. Muszę też mówić. Prowadzić. Jeżeli bije ode mnie pewność siebie i spokój, oni mogą się rozluźnić. Przestają kontrolować sytuację. Zaczynają ufać.
A zaufanie widać najlepiej w momentach, które dla wielu byłyby szaleństwem.
Wejść do oceanu po szyję. W ślubnym ubraniu. Przy zachodzącym słońcu. Oddać kontrolę komuś z aparatem.
To nie jest decyzja o zdjęciu.
To jest decyzja o zaufaniu.
Może więc mój typowy dzień nie istnieje.
Ale jedno się nie zmienia.
Za każdym razem pracuję nie z aparatem.
Tylko z człowiekiem.


Comments