Jak ważny jest Twój sprzęt?
- Michal Dzikowski
- 2 days ago
- 2 min read
Nie jest.
To znaczy jest. Ale nie na początku.
Wielu osobom, mnie też, wydawało się kiedyś, że jak będę miał lepszy aparat, to będę robił lepsze zdjęcia. To tak, jakbyś myślał, że kupując Steinway’a zostaniesz Chopinem, znając tylko do re mi fa so la. Albo że kupisz Ferrari i będziesz Kubicą, jeżdżąc dziś Hyundaiem.
Nie. Nie i jeszcze raz nie.
Żaden aparat nie zrobi z Ciebie Sebastião Salgado ani Steve’a McCurry’ego. Żeby nimi zostać, czego sobie i innym życzę, trzeba poświęcić fotografii bardzo dużo czasu. Naprawdę dużo.
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli chcesz stać się lepszym fotografem, musisz stać się lepszym człowiekiem. Nie chodzi o przeprowadzanie staruszki przez pasy. Chodzi o to, żeby być bardziej uważnym, mądrzejszym, oczytanym. Żeby znać kanony sztuki. Rozumieć, że zdjęcie to emocja. Ta, którą czujesz w momencie naciśnięcia migawki, i ta, którą wywołujesz w kimś, kto je ogląda.
Moja głowa działa na dwóch poziomach, które idealnie się przeplatają. Ojciec zaszczepił we mnie literaturę, filozofię, języki. Mama, chemik i matematyk, dała mi umysł ścisły. Fotografia jest miejscem, gdzie te dwa światy trenują razem. Sztuka i emocja oddane za pomocą urządzenia, które wymaga techniki.
Zaczynałem dawno temu. Wypady z aparatem, ciemnia, zapach chemii. Potem przyszła cyfrowa rewolucja. Fascynowało mnie, że mogę zrobić zdjęcie bez filmu i po chwili mieć je na komputerze.
Pierwsza „poważna” lustrzanka to Nikon D50. Sześć megapikseli. Po miesiącu wydawało mi się, że jestem fotografem. Trafiłem do Nowego Jorku, do B&H, świątyni sprzętu. Kupiłem Nikona D300. Duży, ciężki, drogi. Bestia.
Moje zdjęcia nie stały się lepsze. Stały się gorsze.
Aparat był ciężki, pełen przycisków, drogi, więc ciągle się o niego bałem. Ludzie patrzyli na mnie jak na zawodowca, więc doszła presja. Po kilku miesiącach zrozumiałem bolesną rzecz: ten aparat nie tylko mnie nie ulepszył, on obnażył prawdę. Nie ma drogi na skróty. Muszę nauczyć się patrzeć.
Sprzedałem D300. Sprzedałem wszystko. Zrezygnowałem.
Ale coś we mnie zostało. Poszedłem do Argosa i kupiłem najtańszą, najprostszą lustrzankę. Nikon D40. Mały, lekki, tani. Nie bałem się go. Miałem go zawsze przy sobie. Robiłem zdjęcia wszystkiego. Dziś często myślę, że to właśnie wtedy zrobiłem jedne z najlepszych zdjęć w życiu.
Był ze mną trzy lata, aż doszedłem do jego limitów. Dopiero wtedy przesiadłem się na lepszy model. Nie dlatego, że chciałem. Dlatego, że wiedziałem, czego mi brakuje technicznie.
Dziś często słyszę pytanie: jaki aparat kupić?
Odpowiadam zawsze tak samo: nie kupuj. Już go masz. Telefon. Dzisiejszy telefon jest wielokrotnie lepszy niż mój D40 z 2006 roku.
Jedyne, co musisz zrobić, to go używać. Robić zdjęcia wszędzie i zawsze. Obserwować, jak reaguje na światło. Analizować prace innych. Rozkładać je na czynniki pierwsze. Gdzie padło światło? Jak ustawiona była scena? Co czuł autor?
Musisz próbować kopiować, żeby zrozumieć.
Aparat to nie oczy. Oczy widzą więcej niż sensor. Ale i one są tylko soczewkami. To mózg nadaje ciężar i znaczenie temu, co widzisz. Aparat rejestruje światło i cień. Ty musisz nauczyć się przekładać doświadczenie, emocję, pamięć na obraz.
Twoim zadaniem nie jest mieć lepszy sprzęt. Twoim zadaniem jest nauczyć się patrzeć.
Sprzęt zaczyna mieć znaczenie dopiero wtedy, kiedy wiesz dokładnie, czego Ci brakuje. Nie wcześniej.
Jeśli nie umiesz patrzeć, najlepszy sprzęt świata nic Ci nie da.
Jeśli nauczysz się patrzeć, zrobisz dobre zdjęcie nawet tym, co masz pod ręką.












Comments