Moment, w którym przestałem udawać. Część 4
- Michal Dzikowski
- Feb 13
- 1 min read

Jeżeli miałbym wskazać jeden moment, w którym Świat i mój Zew stanęły naprzeciw siebie, choć nie wierzę w bajki o przełomowych chwilach, to byłby to telefon od Mateusza Waligóry.
Zaproponował mi serię wypraw dla National Geographic Polska.
I coś we mnie kliknęło. Nie romantycznie. Nie filmowo. Po prostu jasno.
W ciągu kilku minut wiedziałem, że to, co budowałem przez lata, nie jest moje. Bezpieczeństwo. Stabilizacja. Plan na życie, który mogłem rozrysować na dekadę do przodu. Wszystko poukładane. Wszystko rozsądne.
I kompletnie nie moje.
Nie wyjechałem wtedy jeszcze do Afryki. Ale tamtego dnia zostawiłem życie, które nie było moje.
Z dnia na dzień zrezygnowałem z bardzo dobrze płatnej pracy. Z miejsca, gdzie mogło być tylko lepiej. Gdzie wystarczyło zostać i robić swoje, a wszystko by się zgadzało.
Dla wielu byłem wariatem. Pukali się w czoło. Niektórzy mówili, że zmarnuję to, co wypracowałem. Inni po prostu nie rozumieli.
Dziś część z nich gratuluje mi odwagi.
To nie była odwaga.
To było zmęczenie udawaniem.
Nie jest łatwo stanąć samemu naprzeciw wszystkiego, co uznawane jest za rozsądne. Łatwiej opuścić głowę i iść w zwartym szyku armii większości. Bezpiecznie. Przewidywalnie. Bez pytań.
Ja nie potrafiłem już tak iść.
Zanzibar nie był planem. Nie było wizji palmy i oceanu. Była decyzja, że nie będę żył cudzym scenariuszem.
Reszta przyszła sama.
Od mapy nad łóżkiem, przez tatuaż na łopatce, przez motocykl i wątpliwości, aż tutaj.
Dlatego mieszkam na Zanzibarze.
Nie dlatego, że to egzotyka.Nie dlatego, że to Afryka.
Dlatego, że to moje.


Comments