Cywilizowana Afryka, dziki Zachód
- Michal Dzikowski
- Apr 6
- 3 min read

Wczoraj, podczas drugiego pełnego dnia pobytu w Polsce, poczułem samotność. Ale nie taką, która polega na byciu odciętym od ludzi, zamkniętym w czterech ścianach, zapomnianym pustelnikiem.
To była inna samotność. Bardziej tęsknota za czymś, o czym do tej pory nie miałem pojęcia. Za czymś, co było niewyczuwalne, bo było wartością permanentnie obecną, a przez to niezauważalną.
Było głosem ludzi na ulicy. Było stadkiem kóz buszujących w krzakach. Było nawoływaniem z meczetu. Było zagadaniem do każdego, kogo mijasz. Od strażnika, przez sprzedawcę paliwa, po policjanta machającego z uśmiechem, kiedy przejeżdżasz bez pasów. Aż po te klasyczne, wszechobecne „vipi hali” na każdym kroku, które często przeradzają się w rozmowę o zdrowiu, rodzinie, życiu, pogodzie, kobietach i pieniądzach.
Tutaj tego nie ma.
Jest zimno, więc każdy jest okutany w ciuchy jak w zbroję. Jest zimno, więc każdy się spieszy z miejsca, gdzie jest ciepło, do miejsca, gdzie jest ciepło. Nikt nie chodzi bez celu. Nikt nie wysiaduje pod drzewem.
Ludzie są w samochodach albo na misji. Dotrzeć jak najszybciej. Zrobić swoje.
Mieszkania i domy to bramy, drzwi, ogrodzenia, domofony. Zamknięte samochody, ekrany telefonów, słuchawki. Nawet kasjerka w sklepie działa jak automat. Szybko, efektywnie. Do tego stopnia, że sam zaczynasz się spieszyć, pakować w pośpiechu, żeby nie blokować kolejki.
Nie ma czasu na kilka słów. Na zwykłe „cześć”.
Pośpiech i efektywność.
A przecież tam jest inaczej.
Takie myśli miałem wczoraj, po pierwszych 48 godzinach w Polsce. Pierwszych od dwóch lat. A właściwie, trafniej byłoby powiedzieć, że nie mieszkam tu od 25 lat.
Wyjechałem jako młody facet do Irlandii, na jej zachód. Wtedy była mniej „zachodnia” niż dziś. Wciąż taka, gdzie ludzie się witają. Potem był świat. Dużo świata. Głównie tak zwane kraje trzeciego świata.
Tam otworzyła się przede mną zupełnie inna perspektywa. „Podróże kształcą” przestało być sloganem.
Od dziesięciu lat Wschodnia Afryka. Tanzania. I trafiajac tam, na samym poczatku wydawało mi się, że już wiem duzo o zyciu i o co w nim chodzi..
Jak bardzo się myliłem.
Bo dopiero tam trafiłem do prawdziwej uczelni życia. Może przez kumulację doświadczeń i wiek. Ale głównie dlatego, że Afryka jest inna.
Hemingway pisal o Afryce tak : „Ale wrócę tam, gdzie mi jest dobrze żyć. Żyć naprawdę. Nie tylko pozwolić życiu, żeby przemijało.”
Pięknym dopełnieniem tego dnia była wieczorna rozmowa z przyjaciółką w Tanzanii. Opowiadała mi o swoim dniu. O tym, że była na celebracji nowego życia. Urodził się syn jej brata.
Zwyczajem jest, że kilka tygodni po narodzinach rodzice zapraszają bliskich. I że goście przywożą prezenty. Do tego momentu nic niezwykłego. W Europie mamy podobnie.
Ale potem powiedziała coś, co mnie zatrzymało.
Na takie wydarzenia możesz i powinieneś zabrać ze sobą innych ludzi. Swoich ludzi. Przyjaciół, znajomych. Osoby, które nie są znane gospodarzom.
Zapytałem kilka razy, żeby się upewnić, czy dobrze rozumiem.
Tak. Jadąc na czyjeś wesele, urodziny czy inna celebracje możesz zabrać swoich ludzi. I powinieneś.
Podała przykład wesela swojego brata. Ponad tysiąc osób. Każdy zaproszony przyjechał z kimś.
Każdy coś przywiózł. Prezenty, pieniądze. To akurat byłem w stanie zrozumieć.
Ale to nie o to chodzi.
Nie chodzi o to, kto przywiezie droższy prezent.
Chodzi o to, ilu ludzi masz za sobą.
Możesz przywieźć dwie osoby z bardzo wartościowymi prezentami. I to będzie nic w porównaniu do kogoś, kto przyjedzie z dziesięcioma.
Bo wartość nie musi być materialna.
Wartością jest Twój krąg. Twoi ludzie. To, ilu ich masz. I to, że chcą być z Tobą.
Musisz być kimś ważnym. I dobrym. Skoro przyjechało z Tobą dziesięć osób.
Żeby ten system działał, masz też obowiązek przyjmować zaproszenia od innych.
I nagle to wszystko zaczyna mieć sens.
Jaki to jest piękny, ludzki system.
„Odkryłem w Afryce dużo wartości, które zatraciła cywilizacja białych. Afrykanie nigdy nie czują się samotni. Nie mają poczucia absurdu istnienia tak typowego dla ludzi naszej cywilizacji. Może właśnie dlatego wiedzą, co to jest prawdziwe braterstwo i dzielenie się z innym człowiekiem. Zachowali pewne kody honorowe, o których my, Europejczycy, już dawno zapomnieliśmy.”Cyprian Kosiński, Afrykański polonez



Comments