Herbata i fasola, czyli o poruszaniu się
- Michal Dzikowski
- 5 hours ago
- 3 min read

Wszyscy się gdzieś przemieszczają. Non stop, bez przerwy. Społeczeństwo jest w ruchu: do pracy, z pracy, po jedzenie, załatwić sprawunki, odwiedzić rodzinę, dostać się do meczetu.
Kwa mguu (dosłownie „przez nogi”) czyli transport pieszy. Chodzą wszyscy i wszędzie. I wszędzie możesz spodziewać się kogoś. Czasem zdarza mi się jechać kilometrami przez busz, nie widzę nikogo. Zatrzymuję się na poboczu, nic nie jedzie, myślę sobie: dobre miejsce na siku, nikogo nie ma. Rozpinam rozporek i słyszę „mambo” , ktoś jest zawsze w pobliżu. Ciężko o sytuację i miejsce, żebyś był tak naprawdę sam. Przemieszczanie się i obecność w każdym możliwym miejscu są wszechobecne. Prowadząc, musisz uważać, bo na poboczach, po obu stronach, zawsze ktoś będzie szedł. W nocy też, bez odblasków. Często niosąc pakunki na głowie, ale to głównie kobiety.
Bajsikeli czyli rower. Pamiętacie coś, co nazywało się ruski rower? To najczęściej coś takiego. Prosty jak budowa cepa, stalowy, ciężki. Równie powszechny jak chodzenie, ale tu można już zapakować coś do transportu. Dobytek, ryby, sklepik na rowerze. Lodziarze też używają ich często. Czasem dwoje ludzi na jednym rowerze, czasem dwa rowery naraz i jeden kierowca. Kolorowo.
Piki piki albo boda boda. Piki piki to motocykl albo skuter – malutki, tani, najczęściej 125 cm³, chińskiej lub hinduskiej produkcji. Przechodzimy na kolejny poziom, gdzie zaradność króluje. Na czymś takim można już przewieźć dużo. Duże tuńczyki, drzwi, skrzynki piwa, jajka, drewno na opał, kozę, co tylko przyjdzie zaradnemu kierowcy do głowy. Jeżeli się nie zmieści na motorku, zawsze można to przyczepić za sobą i ciągnąć. Bajecznie różnorodna forma transportu i powód częstej dla mnie ekscytacji na drodze. Telewizor, lodówka na motorku? No problem.
Boda boda to też piki piki, ale tutaj transportuje się pasażerów. Za opłatą. Bardzo popularny środek transportu i bardzo tani. Za tysiąc szylingów, czyli jakieś 1,5 PLN, można daleko zajechać. Najczęściej bez kasku. Chciałbyś założyć kask, który miało na głowie setki osób przed Tobą w trzydziestostopniowym upale? Ale szybko i zwinnie, zwłaszcza w korkach. Wystarczy, że staniesz na drodze i krzykniesz „Boodaa”, a za moment masz już taksówkę. Można jechać jak król, kierowca i Ty. Ale można też „na mishkaki”, czyli jak szaszłyk: kierowca i dwóch lub trzech pasażerów jednocześnie. Kierowcy boda znani są ze swojej odwagi i braku szacunku do zasad ruchu. Szaleńcy na skuterach.
Dala dala czyli transport naprawdę publiczny, kursuje na określonych liniach. Wszechobecny. Dojedziesz tym wszędzie, nie oczekuj jednak komfortu, klimatyzacji czy pasów bezpieczeństwa. Tani. Za 3–4 złote możesz jechać nawet „do miasta”. Teoretycznie dla około 10 pasażerów. W praktyce tyle, ile wejdzie, plus wszystko, co zmieści się na dachu.
Dala dala dzieli się na dwa rodzaje. Najbardziej powszechny na Zanzibarze, zwany chai maharage : herbata i fasola. Ta fantazyjna nazwa określa to, co możesz tym zabrać. Mydło i powidło. Wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Ludzie, zwierzęta, kury, banany, rowery, kozy. Razem, wszystko pomieszane. Nie ma foteli do siedzenia, tylko ławki na pace i daszek, bez szyb.
Dala dala właściwa, bardziej popularna na lądzie stałym, ze względu na dłuższe dystanse, to taki busik. Każdego rozmiaru i kształtu. Kolorowy, oklejony ozdobami. Ma już fotele, okna i drzwi.
Na stopa. Zaradność i przedsiębiorczość królują, więc zawsze możesz stanąć przy drodze i większość kierowców, bez względu na to, czym kierują, chętnie Cię podwiezie. Samochód, ciężarówka, traktor.
Przemieszczanie się jest tutaj powszechne i wszechobecne. Tanie i regularne. To również lokalna mikroekonomia. Każdy środek transportu to czyjś biznes, czyjeś utrzymanie, czyjś sposób na przetrwanie. Najczęściej jednak ani komfortowy, ani bezpieczny.
Za każdym razem jest to jednak przygoda.



Comments