Tu czuję, że żyję
- Michal Dzikowski
- 4 days ago
- 2 min read

Lubię wstać tuż przed wschodem słońca i zobaczyć jak szybko ten dzień tutaj się budzi. Od czarnej nocy do upalnego dnia mija może 45 minut i nagle wszystko przyspiesza. Światło, dźwięki, ludzie. Nie ma przeciągania, nie ma szarego „pomiędzy”. Jest zero-jedynkowo.
Lubię to, że mam tu zawsze 12 godzin dnia i 12 godzin nocy. Słońce wstaje między 6 a 7 i zachodzi między 6 a 7. Codziennie. Cały rok. Żadnych negocjacji. Żadnych zimowych depresji o 15:30.
Lubię to światło. Równik nie bawi się w półcienie. Kontrasty są mocne, przejścia szybkie. Albo świeci, albo nie. Dla fotografa to jak siłownia dla ciala.
Lubię ocean, który nigdy nie jest taki sam. Przypływy potrafią być tak duże, że jak nie sprawdzisz poziomu wody, to jadąc na plażę możesz mieć kilometr piasku albo w ogóle go nie mieć, bo woda już wchodzi w krzaki. Tu natura realnie decyduje o planie dnia.
Lubię brak sterylności. Europa jest wygładzona, czysta, poukładana, sterylna. Tutaj wszystko jest trochę krzywe, trochę absurdalne, czasem nielogiczne. I przez to żywe. Prawdziwe. Nie ma linii prostych, są ludzie.
Lubię intensywność. To, że każdy dzień czegoś ode mnie chce. Decyzji. Uważności. Reakcji. Tu nie ma autopilota. Jak się wyłączysz, to Afryka Cie szybko obudzi.
Lubię język, który nie kończy się na słowach. Podnosisz dłoń na wysokość oczu, otwierasz i zamykasz palce jakbyś macał materiał i każdy wie, że ma podejść. „YyyHyy” znaczy: tak, zgadzam się z Tobą. „AaaYa” znaczy: słyszę, ale niekoniecznie kupuję. To są niuanse, które łapiesz dopiero po czasie.
Lubię ludzi, którzy zanim przejdą do interesu, przez pięć minut pytają jak się masz. Jak zdrowie. Jak rodzina. Czasem myślę, że to strata czasu. A potem myślę, że to my na Zachodzie za bardzo się spieszymy.
Lubię to, że wszystko da się jakoś załatwić. Nie zawsze przepisowo, nie zawsze logicznie, ale się da. Policjant zatrzymuje Cię i pierwsze pytanie brzmi: jak się masz. Nie: dokumenty.
Lubię to, że jak potrzebujesz pomocy, to ona się pojawia szybciej niż zdążysz o nią poprosić.
Lubię mikroekonomię ulicy. Handel twarzą w twarz. Pieniądz w ręce, nie w aplikacji. Lubię to, że nie ma 50 rodzajów jogurtu. Wybory są prostsze, decyzje szybsze. Nie marnujesz energii na nic nie znaczace wybory.
Lubię to, że wszyscy mnie znają. Mechanik. Sprzedawca. Taksówkarz. Nie jestem numerem klienta. Jestem Kipara (kipara czyli lysy, moj nick tutaj)
Lubię to, że tu łatwiej coś stworzyć. Projekt. Markę. Biznes. Struktura jest luźniejsza, próg wejścia niższy. Możesz spróbować, możesz się pomylic, możesz zacząć jeszcze raz.
Lubię też to codzienne, małe ryzyko. To, że nie wszystko jest przewidywalne. Potrzebuję tego. Bez tego zaczynam się dusić.
I prawda jest taka, że nie jestem tu tylko dlatego, że „lubię”. Jestem tu, bo to miejsce mnie trzyma w napięciu. Nie pozwala mi się mentalnie rozleniwić. Nie pozwala spac, udawac.
Tu czuję, że naprawdę żyję. Jak człowiek. Nie jak automat.



Comments