Europa w gorsecie
- Michal Dzikowski
- Mar 9
- 3 min read
Dlaczego uciekłem przed fotoradarem.

Zdaję sobie sprawę, że moje odczucia i pamięć doświadczeń dotyczących Polski, Europy Zachodniej i tak zwanego wolnego świata opierają się dziś bardziej na pamięci. A pamięć ma tendencję do upraszczania.
Jednym z powodów, dla których wyjechałem z Europy, był… fotoradar.
Używam tego czasem jako żartu. Ale jak w wielu żartach, jest w nim też trochę prawdy. Czasem pod śmiechem chowamy coś, czego nie chcemy powiedzieć wprost.
O co chodzi z tym radarem?
Lubię wolność. I nie lubię, kiedy ktoś narzuca mi sposób zachowania bez brania pod uwagę tego, kim jestem i jak funkcjonuję.
Jeżeli policjant mierzy mnie „suszarką” (ręcznym radarem) i łapie na przekroczeniu prędkości, uważam to za fair. Musiał się ukryć, użyć sprytu i inteligencji, żeby złapać mnie na gorącym uczynku.
Ale kiedy wprowadza się systemy mierzące średnią prędkość na odcinku drogi i automatycznie wystawiające mandat, zaczynam mieć z tym poważny problem.
Bo to już nie jest policjant.
To jest system.
System, który z góry zakłada, że trzeba mnie pilnować. Że nie mam własnego intelektu ani własnej woli, żeby samodzielnie podejmować decyzje. Że ktoś musi ustawić parametry mojego zachowania.
To traktowanie mnie nie jak podmiotu, ale jak przedmiotu. Jak dziecka albo zwierzęcia, które trzeba prowadzić i kontrolować pod groźbą kary.
A gdzie w tym wszystkim wiara w mój rozum?
Gdzie wiara w to, że potrafię sam zdecydować, co jest dla mnie dobre?
Jeżeli państwo uważa, że czegoś nie rozumiem, może próbować mnie edukować, tłumaczyć, przekonywać. Zamiast tego coraz częściej wybiera drogę na skróty: kontrolę.
Bo przecież ten sam mechanizm można wprowadzić w każdej dziedzinie życia.
Co mam jeść.
Czego nie powinienem pić.
Jak mam się zachowywać.
Jakie poglądy są właściwe, a jakie nie.
Od fotoradaru bardzo łatwo przejść do pełnej kontroli.
To samo widać przy pieniądzach i stopniowym odchodzeniu od gotówki. Każda transakcja zapisana. Każdy zakup widoczny. Każda wpłata i wypłata zarejestrowana.
W Europie coraz częściej każda płatność zostawia cyfrowy ślad.
Tutaj wciąż mogę zapłacić gotówką i sprawa kończy się między mną a sprzedawcą.
To, co pamiętam z Europy, to coraz ciaśniejszy gorset. Coraz więcej regulacji. Coraz więcej kontroli mojego zachowania.
W wielu miejscach nie możesz zaparkować tam, gdzie jest miejsce, tylko tam, gdzie ktoś namalował linię i postawił znak.
System pilnuje.
A przecież kiedyś decyzję podejmował człowiek.
Mam czasem wrażenie, że Europa coraz bardziej ufa systemom, algorytmom i regulacjom.
Że życie organizuje system.
W Afryce jest odwrotnie.
Tutaj życie wciąż organizuje się samo.
Mam też wrażenie, że Zachód coraz mniej lubi różnorodność. Chce raczej jedną, przewidywalną masę.
Ludzi, którzy ubierają się według tych samych trendów.
Słuchają tej samej muzyki.
Myślą podobnie.
A przecież człowiek nie jest produktem.
Tutaj często widzę coś zupełnie odwrotnego. Ludzie noszą to, co mają i co lubią. Nikt nie bombarduje ich trendami. Każdy wygląda trochę inaczej i w tym jest coś pięknego.
Nie ma tej ciągłej presji, żeby wyglądać „odpowiednio”.
A co ze mną?
Co z moimi własnymi decyzjami, charakterem, indywidualną ekspresją albo zwykłą chęcią spróbowania czegoś po swojemu?
Tutaj, w Afryce, mogę prawie wszystko.
O ile jestem gotów ponieść konsekwencje swoich decyzji.
Mogę nosić to, co chcę.
Mogę wierzyć w Boga, w drzewo albo nie wierzyć w nic.
Mogę zaparkować samochód tam, gdzie jest miejsce i gdzie nikomu nie przeszkadzam.
Mogę kupić mango od człowieka, który po prostu rozłożył stolik przy drodze i zaczął je sprzedawać. Nie potrzebuję do tego formularza ani pozwolenia.
Wiele rzeczy po prostu się robi.
Nie wszystko jest zapisane, zarchiwizowane i policzone. Wiele rzeczy po prostu się wydarza i znika.
Nie mam poczucia, że ktoś z góry ustawia wszystkie zasady gry.
Tutaj wciąż czuję, że jestem człowiekiem.
Czy ta wolność ma cenę?
Oczywiście.
Wolność zawsze ma cenę.
Nazywa się odpowiedzialność.
Ale to właśnie ona czyni z człowieka kogoś, kto zna swoje możliwości, zna swoje granice i nie oddaje tak łatwo swojej wolności w ręce systemów.
Bo kiedy znasz swoje granice, przestajesz potrzebować kogoś, kto wyznaczy je za ciebie.
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.



Comments